Używamy cookies m.in. w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszej strony (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
ENG
PL

Berkley Ripple Shad

2015-01-22


Przyznam szczerze, że do tych przynęt podchodziłem z dużą nieufnością. Naprawdę – nie wiem czemu, ale czaiłem się jak pies do jeża. Mój ogoniasty czworonóg jak zobaczy kolczastą bestię, nie zbliża nochala na mniej niż 20 centymetrów…


Berkley Ripple Shad

Po raz pierwszy poznałem skuteczność Berkley’owego rippera łowiąc sandacze z kolegą na jednym ze zbiorników zaporowych. Pierwszego złowionego przez niego sandacza przemilczałem, drugiego również demonstracyjnie olałem, ale przy trzecim wyjętym zedzie (ja zaliczyłem jedno niemrawe „liźnięcie” gumy) musiałem rozszabrować pudełko kumpla, wejść w szkodę i wycyganić łowną przynętę. To był początek mojej przygody z Ripple Shad’em.


Gdy bierze się tę przynętę do ręki czuć, że jest bardzo…mięsista – to pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy. Czuć, że jest dużo…gumy w gumie. Materiał jest dość twardy, dzięki czemu przynęta nie zsuwa się z haka główki jigowej nawet po kilkunastu braniach czy holach. Mam wrażenie, jakby po nałożeniu na hak główki jigowej guma się na nim zaciskała. To jest bardzo dużym plusem, ponieważ przekłada się na „żywotność” przynęty.
Mięsisty korpus w pewnym momencie mocno się zwęża i przechodzi w niewielki ogonek przynęty. Guma nie ma szerokiej, głębokiej pracy, a żwawo zamiata ogonkiem, co skutecznie prowokuje sandacze oraz okonie do ataku.
Na pewno warto podkreślić jakoś wykonania Ripple Shada. Czasem w przynętach zdarzają się pewne niedoróbki czy wady – w tym przypadku (a łowię już tymi gumami od dłuższego czasu) nie trafiłem na ani jeden felerny egzemplarz. Producent przykłada dużą uwagę do dbania o jakość swoich produktów. Gumy są wykonane z dużą dbałością o szczegóły: przemyślana kolorystyka, wklejane „zgrabne” bordowo-czarne oczka, zatopiony w gumie brokat, karbowany korpus…


Muszę wspomnieć również o „zapaszku”. Przynęty te są aromatyzowane, co w prostszym języku oznacza, iż zajeżdżają…sam nie wiem czym(?). Ni to ośmiornica, ni to małża czy inne podwodne ustrojstwo, jednak jestem przekonany iż ryb to nie odstrasza, a wielce prawdopodobne, że wręcz odwrotnie – bardzo im przypada do gustu ów śmierdziuch. Całkiem długo też utrzymuje się on na ripperach, co moim zdaniem jest kolejną zaletą tej przynęty.
Te gumy ze stajni Berklay’a trzymam w osobnym, szczelnie zamykanym pudełku. To jednak nie uchroniło mnie przed pewnym zabawnym incydentem. Otóż mój pies swego czasu ewidentnie „czuł miętę” do tych gum. Gadzina ma niesamowity węch, więc mimo szczelnego zamknięcia od razu zauważył nowe pudełeczko z „pachnącymi” przynętami. Ileż ja się namęczyłem, żeby odgonić skurczybyka… - nie wiem czy chciał się poczęstować ripperami czy tylko obwąchać, jednak ów „zapaszek” zdecydowanie zwracał jego uwagę.

Ripple Shad’y są produkowane w pięciu wielkościach: 5, 7, 9, 11 oraz 13 centymetrów oraz od sześciu (przy najmniejszym rozmiarze) do jedenastu kolorów. Oczywiście każde jezioro czy rzeka rządzi się własnymi prawami i każda woda zweryfikuje nasze starania i doświadczenia, ale ja wspomnę o kolorach, które najbardziej podpasowały mi oraz rybom w miejscach, w których łowiłem.


Sandacze jak to sandacze, lubiły powybrzydzać. Na zbiornikach z czystą wodą zdecydowanie najchętniej zajadały się ripperami w naturalnych kolorach – Perch, Ocean oraz Natural. Z kolei mętnookie mieszkające w zaporówkach z mocno trąconą, nieprzejrzystą wodą wybierały barwy bardziej jaskrawe: White, Firetiger oraz Purple Chartreuse. Co ciekawe, większość sandaczy wybierała rippery jedenastocentymetrowe i atakowała je agresywnie połykając głęboko, podczas gdy wydawałoby się bardziej „gramotne” dziewiątki, mętnookie łapały w pół i atakowały je z mniejszą agresją.
Okonie słusznych rozmiarów z łatwością połykały Ripple Shad’y w rozmiarze 9 centymetrów, a na mniejsze 5ki i 7ki rzucały się okonie-średniaki. Zdecydowany prym wiodły kolory Perch (nie od dziś wiadomo, że okoń jest zawziętym kanibalem…) oraz Ghost Break. Biorąc pod uwagę skuteczność tych zestawień kolorystycznych jestem zdziwiony, że mniejsze 5ki nie są produkowane w tych barwach. Z kolei skuteczność najmniejszego ripperka w kolorze Smelt skutecznie rekompensuje mój zawód…


Ze szczupakami był najmniejszy kłopot, ponieważ gdy zębaty żre, to wali niemal we wszystko, a gdy jest „odłączony” i nie żre, to choćby „skały srały”…nic z tego nie będzie. Ciężko mi zatem było stwierdzić, który z kolorów był skuteczniejszy, a który mniej skuteczny – po prostu ryby albo brały i tłukły w każde zestawienie kolorów, albo nie brały na nic. Osobiście przy wyborze przynęty kierowałbym się zasadą – czysta woda = kolory naturalne, męcior = oczojeby. I zdecydowanie szedłbym w rozmiary 11 oraz 13 centymetrów.

…właśnie szykuję się do kolejnego wyjazdu na sandacze. Pudełko ze „śmierdziuchami” naszykowane…

Kamil "Łysy Wąż" Walicki

Najczęściej oglądane

2015-03-31

2015-01-22

2017-12-21

Porady i testy. Crazy Fishermen Fishing TV Expedition Team 2015. Najlepsze filmy wędkarskie. Wszystkie prawa zastrzeżone.