Używamy cookies m.in. w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszej strony (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
ENG
PL

Zacznij od pstrąga

2015-10-20

Sezon z kropkami

 

Koniec sierpnia to nie tylko pożegnanie wakacji. To także ostania szansa - przed rozpoczynającym się we wrześniu okresem ochronnym, na złapanie pstrąga potokowego, a zarazem pierwszy, nieśmiały sygnał zapowiadający koniec wędkarskiego sezonu. Jego otwarcie wyznaczają daty kończące okresy ochronne, a rytm zamknięcia, daty okresy te początkujące. W listopadzie przyjdzie pożegnać się z sumem, ale przecież z nadzieją i wiarą, że późna jesień wynagrodzi wszystkie wcześniejsze niepowodzenia. Przyjdzie czas ruszyć na kolejne wyprawy, z determinacją nieznaną poza środowiskiem spinningistów. To „szansa” aby łapać katar i przeziębienie, uganiając się za coraz bardziej leniwymi szczupakami i sandaczami. Ostateczne zamknięcie sezonu nadchodzi wraz z końcem roku, ale to właśnie 1 września jest jego pierwszą zapowiedzią. Dla wszystkich pasjonatów pstrągowych potyczek oznacza długie miesiące oczekiwania na ponowne okazje do przechytrzenia kropkowanego drapieżcy.

 

 

fot.1-1.jpg


Pełnia szczęścia wędkarza kochającego „kropki”

 

 

Tak jak z pstrągiem kojarzę zamknięcie starego sezonu, tak i tej rybie przyznaję zaszczyt otwarcia nowego. Dla mieszkańców Polski północnej tą rybą jest z pewnością troć; ja sam, choć mieszkam na Południu, nie wyobrażam sobie Nowego Roku bez przygotowań i wyjazdu na trocie, ale pierwszą rybą, która regularnie zapełnia mój kalendarz wędkarskich wypraw jest tej troci słodkowodny krewniak. Trzeba dodać, że na początku roku trudno wskazać inne gatunki, jako powody do opuszczenia z wędką w ręku ciepłego fotela, a chociaż jest to możliwe, to w pierwszym kwartale królowanie pstrąga jest poniekąd wynikiem braku wyboru.

Dla wędkarza ceniącego sobie obcowanie z zimową naturą bez towarzystwa innych, lutowy mroźny poranek jest okolicznością wielce sprzyjającą. Niestety, zasada ta nie ma zastosowania w przypadku najbardziej popularnych fragmentów łowisk, gdzie o samotność w pierwszych dniach lutego równie łatwo jak w lipcowe popołudnie na molo w Międzyzdrojach. 

Mimo tego warto i w takich warunkach spróbować szczęścia, bo daje to możliwość do dostępu do informacji, na temat faktycznych efektów pierwszych godzin sezonu. A pstrąg ma z pewnością wspólną cechę z innymi rybami – im dalej od łowiska, tym staje się większy. Uwagi i opinie tych, którym dopisało szczęście można też wziąć pod uwagę przy planowaniu własnej strategii. Niestety, łatwiej złapać okaz życia, niż nauczyć się jak oddzielać prawdę od konfabulacji w wędkarskich opowieściach.
Wędkarstwo spinningowe nie jest i nigdy nie będzie nauką ścisłą, nie wymaga też bezwzględnego stosowania ustalonych reguł. Wskazane jest wręcz tych reguł łamanie, ale nie można tego zrobić bez dokładnego poznania i zrozumienia, dlaczego właśnie te reguły obowiązują.

 

 

fot.2-1.jpg


Pięknie ubarwiony, zimowy potokowiec

 

 

fot.3-1.jpg


Każdy rasowy pstrągarz wie, że najważniejszą rzeczą jest wyciąganie wniosków z każdej wyprawy

 

 

Jeżeli najbardziej przełowione łowiska ciągle szczycą się dobrymi wynikami, unikanie ich nie jest dobrym pomysłem. O wiele lepsze rozwiązanie to zrozumienie, dlaczego właśnie tam można liczyć na dobre brania i zastosowanie tej wiedzy przy wyborze następnych miejsc. Dla wielu wędkarzy szczytem marzeń jest nie tylko rekordowy okaz, ale znalezienie, a wręcz odkrycie takiego kawałka rzeki, czy nawet rzeczki lub wręcz strumyka, gdzie łatwiej spotkać dorodnego pięćdziesiątaka niż kolegę z wędką. Poszukiwanie takich miejsc to fascynujące przedsięwzięcie, chociaż może się okazać, że jak je już znajdziemy, będzie ono tak samo nasze i dziewicze, jak grajdołek na plaży we wspomnianych wyżej Międzyzdrojach. Mimo to warto, bo zdobyta wiedza o ukształtowaniu dna, wodnych przeszkodach, dołkach i płyciznach, może okazać się bezcenna - choćby wtedy, jak częste ostatnio duże przybory wód wyjałowią niezawodne wcześniej miejscówki.
W pewnym uproszczeniu powiedzieć można, że łapanie zgodnie z powszechnie obowiązującymi regułami daje większe szanse na szybsze i przeciętne wyniki, za to wypracowanie własnych zasad to droga żmudna i długa. Jednak na jej końcu może czekać na nas nagroda, niedostępna dla innych. Łowienie tam gdzie wszyscy i tak jak wszyscy to opcja pierwsza, poszukiwanie własnej drogi to opcja druga. Jest też opcja trzecia – zignorowanie istniejących zasad i wymyślanie wszystkiego od nowa. Czysta strata czasu. Ma za to taką zaletę, że nie zabranie nad wodę pudełka przynęt czy wędki, minimalnie wpływa na osiągane wyniki.

 

 

fot.4-1.jpg


Złowienie dużego pstrąga w znalezionej przez siebie rzece cieszy najbardziej

 

 

Ja swoje łowienie pstrągów miałem okazję zaczynać w towarzystwie bardziej doświadczonych kolegów - to taka opcja pierwsza, tyle że ze wspomaganiem. Jej dialektyka jest następująca: zobacz jak się to robi, spróbuj to powtórzyć pod okiem mistrza, powtarzaj samodzielnie, odrzuć wszystko, czego się nauczyłeś i łów po swojemu. Jeżeli po tym ostatnim etapie zrozumiesz, że tak naprawdę powtarzasz to co wymyślili inni, możesz uznać, że teorię masz już z głowy i skoncentrować się na tym, do czego ta teoria miała przygotować – do wyciągania pstrągów z wody. Najlepiej dużych i w dużych ilościach.
Okazja nadarza się szybko, bo pstrąg jest jedną z pierwszych ryb, które możemy łowić już na początku roku. Nie tylko dlatego, że pozwala na to prawo, ale także dlatego, że ryba ta dość wcześnie zaczyna swoją aktywność. Z punktu widzenia wędkarza nie jest istotny powód, dla którego ryba atakuje przynętę, ważne jest to, że ten atak daje szanse na odpowiedź skutecznym zacięciem.
W zimie, gdy pstrągi są jeszcze w potarłowym nastroju, powodem ataku bardzo często jest chęć odgonienia potencjalnego amatora ikry czy młodego narybku. W tym czasie nie szukamy ryb w mocnym nurcie, raczej penetrujemy miejsca spokojniejsze, głębsze i osłonięte przeszkodami. Zimowy pstrąg zachowuje się podobnie do pozostawionego na warcie żołnierza – szuka takiej kryjówki, z której ma dobre pole widzenia i w której utrzymuje się minimalnym nakładem sił. Naturalnego pożywienie jest w wodzie niewiele, ale dobre miejsce, z którego można kontrolować okolicę jest równie agresywnie bronione jak gniazdo. Moim wabikiem na tak nastawioną rybę jest duży wobler. Żaden potokowiec nie pozwoli, żeby przed jego nosem paradował jakiś podejrzany osobnik – należy go przepędzić uderzając zamkniętym pyskiem. Ale że sił trzeba używać bardzo ekonomicznie, oprócz działania odstraszającego można spróbować też, czy intruz nie nadaje się do konsumpcji. W obu wypadkach jest szansa na branie. Zdarza się też, że duży pstrąg tylko pokazuje, że to jego teren i nawet nie dopływa do naszego woblera. W takim wypadku na branie nie mamy co liczyć, ale warto zapamiętać miejsce, bo pstrągi niechętnie opuszczają dobre kryjówki i następnym razem atak będzie bardziej zdecydowany.

 

 

fot.5-1.jpg


Duży wobler jest moim numerem 1 podczas zimowych wypraw

 

 

Mając namierzonych kilkanaście dobrych miejsc oszczędzamy sporo czasu przy każdej następnej wizycie. Z drugiej strony nie należy popadać w rutynę – baczne obserwowanie wody i wyszukiwanie śladów aktywności ryb w każdych okolicznościach, powinno być standardem w zachowaniu każdego wędkarza.
Dobrą okazją do takich obserwacji jest niski poziom wody. Odwiedziny na łowisku w tym czasie tylko pozornie nie mają sensu; nie połowimy wprawdzie, a jeżeli już, to z pewnością nie będą to okazy, ale zdobyta wiedza będzie procentować przy każdej następnej wyprawie. Pstrągowe łowy często łączą się z brodzeniem w wodzie i pokonywaniem sporych odcinków rzeki w rwącym nurcie. Zapamiętanie mapy przeszkód i dołków to nie tylko sposób na udane łowy ale i gwarancja, że z nich bezpiecznie wrócimy. Nie zapominajmy także o bezpieczeństwie ryb, szczególnie tych, których nie zamierzamy zabierać. Zimowe pstrągi powinny przebywać na lince jak najkrócej i najlepiej żeby były wyhaczone jeszcze w wodzie. Zasada Złów i Wypuść, do przestrzegania której wszystkich zachęcam, nie polega przecież na niezabieraniu ryb, a na wypuszczaniu ich w jak najlepszej kondycji do wody. Robiąc zdjęcie starajmy się, aby nasz zmiennocieplny przeciwnik przebywał poza swoim naturalnym środowiskiem tylko odrobinę dłużej, niż trwa błysk naszej lampy błyskowej. Poza zimą stosowanie tych zasad też powinno być naszym nawykiem.

 

 

fot.6-1.jpg


W zimowej scenerii cieszyć powinna każda złowiona ryba

 

 

Wraz z biegiem dni, które stają się coraz dłuższe i cieplejsze, zmienia się zachowanie pstrągów. Przybierają na wadze, odzyskują siły i śmielej żerują w coraz cieplejszej, a przez to bogatszej w pokarm wodzie. Z pudełka rzadziej wyciągam woblery, a częściej małe twistery. Cóż lepiej może imitować kijankę niż mała, czarna gumka? Ożywione ryby śmielej patrolują większe połacie wody i mają już wystarczająco dużo sił, żeby nie unikać także miejsc o szybszym nurcie.
Dla zagorzałego fana drugą poza rozpoczęciem sezonu datą, na którą niecierpliwie czeka, jest 1 maja. Wielu wędkarzy opuszcza pstrągowe rzeczki i zamienia sprzęt na mocniejszy. Początek sezonu na szczupaka. Wydeptane wcześniej ścieżki zarastają ponownie zielskiem, a spinningista z łowcy staje się też celem ataku, tym razem milionów komarów i kleszczy. Na łowiskach zarybianych wyłącznie pstrągiem niewiele się zmienia, ale w wodach bardziej zbliżonych do naturalnych częstym przyłowem są powracające po tarle do aktywności klenie i okonie. Rywalizujący o pokarm z konkurentami pstrąg staje się mniej ostrożny. Nie tylko czatuje w ukryciu, ale aktywnie goni za przynętą. W maju i czerwcu gumki i woblery ustępują miejsca obrotówkom. Moment, w którym prowadzona z nurtem wirująca blaszka ustawia się w nurcie, wymaga niezwykłej czujności – to wtedy przeważnie następuje atak. Obrotówka znakomicie nadaje się też do obławiania wąskiego pasa wody pod nawisam drzew. To dobre miejsce, które nie może pozostać pominięte. Po pierwsze woda płynie tam wolniej i rybom łatwiej jest utrzymać się na granicy nurtu i spokojnej wody – daje to kontrolę tego, co napływa z prądem. Po drugie, z drzew spadają do wody owady, które szybko znikają w nurcie lub pyskach konkurentów. Pstrąg, nie mając czasu na oględziny, reaguje natychmiast po wpadnięciu wabika do wody, jeszcze zanim skrzydełko obrotówki zacznie się kręcić. Taki sposób „prowadzenia” blaszki wymaga pewnej precyzji, ale odkąd zamieniłem kołowrotki z nieruchomą szpulą na multiplikatory, tę precyzje znacznie ułatwia możliwość zatrzymania linki kciukiem. W takich miejscach sprawdzają się też małe kleniowe woblerki, do których ochoczo startują przedstawiciele obu gatunków.

 

 

fot.7-1.jpg


Przynęty gumowe są niezwykle skuteczne…

 

 

fot.8-1.jpg


…ale można również sięgnąć po muchówkę.

 

 

Przyjemność łowienie w rzece, w której mamy kontakt z wieloma różnymi rybami każe zadać pytanie, dlaczego na tak licznych rzekach zarybienia ograniczają się tylko do jednego gatunku? Kleń z pewnością nie dorównuje pstrągowi smakiem, ale nie ustępuje mu walecznością i siłą. Marzy mi się dzień, w którym to drugie – czyli wędkarska, a nie kulinarna atrakcyjność ryby - będzie decydować o tym, którymi gatunkami zarybiać nasze wody. Na duchu podtrzymuje mnie fakt, że coraz częściej dochodzi do realizacji inicjatyw środowisk prawdziwie wędkarskich. Biała Przemsza, rzeka od lat mająca świetnego opiekuna – Stowarzyszenie Przyjaciół Białej Przemszy –doczekała się dzięki nim odcinka No Kill. Wierzę, że to nie ostatni projekt na tej pięknej wodzie. A może ten przykład zainspiruje inne rejony kraju? Oby.

Lato to spore wyzwanie dla wędkarza bez reszty oddanego połowom pstrąga. Obfitość pokarmu, szczególnie tego, który tak trudno imitować spinningowymi przynętami, wymusza nowe metody. Porównując łowisko do pola bitwy, łowcy przypisać należy rolę strzelca wyborowego. Obu łączy staranność w maskowaniu swojej obecności i przemyślane dobieranie celu. Letni pstrąg wymaga wykorzystania wszystkich doświadczeń, szczególnie tych, pozwalających określić jego kryjówkę i jak najdokładniejsze podanie przynęty. Łowca, trochę jak saper, ma zazwyczaj jedną szansę. Na szczęście, nieudana próba nie powoduje niebezpieczeństwa utraty życia. Ale widok życiowego okazu, który w ostatniej chwili rezygnuje z ataku, bywa ryzykowny dla wędkarzy o słabszym sercu. Powtarzanie próby i zmiana przynęt nie ma większego sensu. Lepszy efekt daje podanie wabika za jakiś czas, kilka godzin później lub następnego dnia. Wymaga to sporej cierpliwości, dużej pokory i opanowania. Pamiętajmy, że próbujemy przechytrzyć silną i sytą rybę i to w wodzie, którą w letnie dni dzielimy nie tylko z innymi wędkarzami, ale i z tłumem spragnionych ochłody wczasowiczów. To dlatego w lecie trudno o wytypowanie jednego, niezawodnego killera. Ja nie staram się skusić ryby, a raczej ją sprowokować, wręcz zdenerwować. Na szczęście nawet w lecie pstrągi, szczególnie te większe, nie tracą skłonności do ochrony własnego terytorium. Mimo tych wyzwań, zawsze z żalem obserwuję jak ubywa dni z sierpniowego kalendarza, bo wiem, że znikający w wodzie ogon wypuszczanego kropkowańca może być ostatnim w sezonie. Ale otuchy dodaje fakt, że już za parę miesięcy zacznę od nowa . I zacznę od pstrąga.

 

Paweł Jaworski

Najczęściej oglądane

2015-10-20

2016-08-06

Porady i testy. Crazy Fishermen Fishing TV Expedition Team 2015. Najlepsze filmy wędkarskie. Wszystkie prawa zastrzeżone.