Używamy cookies m.in. w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszej strony (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
ENG
PL

Salmo Thrill 7cm

2017-02-08

Uklejka taśmowej produkcji

 

Siedmiocentymetrowy Thrill to chyba najpopularniejszy wobler boleniowy na naszym rynku. Skąd ta olbrzymia popularność? Czy to zasługa doskonałej dystrybucji oraz marketingu? A może ta przynęta jest rzeczywiście aż tak skuteczna podczas polowania na rapy?

 

Thrille mam w swoich pudełkach z boleniowymi przynętami od kilku ładnych lat. Zdarzyło mi się kilka razy podczas rozmów ze spotkanymi nad wodą spinningistami, że gdy widzieli dyndającego na mojej wędce Thrilla pytali ze zdumieniem, czy naprawdę mam jakieś efekty na te woblery? Za każdym razem to ja byłem bardziej zdziwiony, ponieważ – szczerze – nie wyobrażam sobie pójść nad Wisłę bez choćby jednego uklejkowego salmiaczka w kieszeni kamizelki. Mogę go nie użyć danego dnia i w danych warunkach, jednak podczas pogoni za boleniami mieć go trzeba. Tak uważam.

 

Moim zdaniem Thrill ma kilka zalet. Po pierwsze jest produkowany w dość bogatej ofercie kolorystycznej (w tej chwili jest to 10 kolorów), co pozwala dobrać barwę przynęty do specyfiki łowiska oraz preferencji boleni. Nie na każdej bowiem wodzie skuteczny będzie np. srebrno-czarny wobler czy ten z oliwkowym grzbietem, a z tak szerokiej oferty na pewno uda się dobrać łowny na każdej wodzie kolor przynęty.

 

1.jpg

 

Moje najłowniejsze kolory Thrillów

 

Drugą zaletą, moim zdaniem niezwykle istotną, jest lotność tego woblera. Niewiele przynęt produkowanych seryjnie osiąga takie dystanse, a jak bardzo istotny jest zasięg wie chyba każdy, kto łowi bolenie. Thrill jest bardzo dobrze wyważony – tnie powietrze niczym pocisk, nie łapie bocznych podmuchów wiatru, nie koziołkuje w locie. Przy dobrze dobranym sprzęcie (bowiem nie tylko przynęta się liczy, ale równie istotny jest wybór odpowiedniej wędki czy jakość nawijania żyłki / plecionki na szpulę kołowrotka), ten wobler bez problemu leci na odległość 70 metrów.

 

Po trzecie – praca. Te przynęty są stworzone do szybkiego prowadzenia, dzięki czemu mimo iż są tonące (siedmiocentymetrowy Thrill waży 13 gram), pracują w górnych warstwach wody (im szybsze prowadzenie, tym bliżej powierzchni). Podczas szybkiego ściągania Thrill lekko lusterkuje i czasem odskakuje na boki, co najskuteczniej kusi bolenie do ataku. Jednak nie każdy wobler ma taką samą pracę. Niektóre lusterkują mocniej i trzeba je prowadzić odrobinę wolniej (taki egzemplarz idealnie spisuje się podczas spinningowania na spokojniejszej wodzie, czyli we wstecznych prądach, zastoiskach, cieniach prądowych), inne „idą jak po sznurku” i dopiero podczas ekspresowego ściągania zaczynają lusterkować.

 

2.jpg

 

Thrill fajnie sprawdza się również na śródrzecznych przykosach.

 

3.jpg

 

Thrill w naturalnym kolorze jest skuteczny niemal w każdych warunkach.

 

Wynika z tego, że nie tylko w woblerach hand-made nie da się idealnie skopiować pracy, ale również w tych z taśmowej produkcji. Co jednak ważne - nigdy nie zdarzyło mi się trafić na Thrilla, który nie byłby łowny lub który by się wykładał. Żaden z używanych przeze mnie modeli nie wymagał jakiejkolwiek korekty pracy, a to ogromna zaleta świadcząca o tym, iż producent przykłada olbrzymią uwagę do jakości swoich przynęt. Warto zatem każdy egzemplarz dopasować do odpowiedniego łowiska czy miejscówki. Ja tak przynajmniej postępuję i to z bardzo dobrym skutkiem.

Jeszcze słówko o tych wobkach, które – jak napisałem przed chwilą „idą jak po sznurku”. Bolenie uwielbiają takie przynęty i okazuje się, że przynęta wcale nie musi drgać czy lusterkować. Jeśli nie ma żadnej pracy, też jest skuteczna. Osobiście takie wobki lubię najbardziej.

 

4.jpg

 

Boleń z rzecznego zastoiska. W takich warunkach staram się znaleźć model, który ma odrobinę mocniejszą pracę.

 

Kolejną zaletą są mocne kotwiczki. Nawet jeśli łowię plecionką, nie wymieniam ich na inne. Kilka razy zdarzyło mi się, że łowiąc sandacze sięgałem po Thrilla, aby „zdjąć” zbyt spoufalającego się w pobliżu bolenia. Jedyne co robiłem to odkręcałem hamulec w kołowrotku, aby nie wyrwać boleniowi woblera z pyska. Plecionka i sztywny, sandaczowy kij nigdy nie rozgięły nawet na milimetr kotwiczki w tym woblerze. Jakby nie patrzeć jest to zaletą, ratującą nas przed kosztem dwóch innych kotwiczek. To samo dotyczy kółek łącznikowych, fabrycznie montowanych w Thrillach – też są mocne i nie trzeba ich wymieniać.

 

Ja używam trzech wariantów kolorystycznych Thrilla. Pierwszy przypomina naturalne ubarwienie uklejki (jasne boki i ciemny grzbiet), drugi – o srebrnych bokach z czarnym grzbietem – fajnie spisuje się na trąconej Wiślanej wodzie, a trzeci charakteryzuje się oliwkowym grzbietem. Nie wiem czemu, ale wobki z oliwkowym grzbietem cieszą się wśród wiślanych boleni dość dużym zainteresowaniem.

 

5.jpg 

 

Ciemny grzbiet i jasne boki, czyli kolorystyka która zapewnia brania.

 

6.jpg

 

Duże bolenie również lubią Thrilla.

 

Na koniec wspomnieć muszę o jeszcze innym zastosowaniu Thrilla. Otóż kilka razy zdarzyło mi się złowić inne gatunki rzecznych drapieżników, niż bolenie. Najwięcej trafiło mi się niewielkich szczupaków, miałem kilka sandaczy oraz klenia. Kilka razy straciłem Thrilla zaraz po tym, jak wpadł w przepastną gębę suma. Jest to bardzo uniwersalny wobler i czasem zdarza mi się puścić go nieco głębiej. Fajnie lusterkuje postawiony w miejscu w silnym nurcie, gdy na napiętej plecionce opada do dna. Brania można spodziewać się nie tylko w chwili startu przynęty, ale też samego opadu. Podczas takiej prezentacji woblera koniecznością jest zastosowanie plecionki – nie tylko ze względu na wczucie się w jej pracę, ale też abyśmy mieli szansę na podjęcia walki z większą rybą.

 

 

Piotr Szyszkowski

 

Najczęściej oglądane

2015-03-31

2015-01-22

Porady i testy. Crazy Fishermen Fishing TV Expedition Team 2015. Najlepsze filmy wędkarskie. Wszystkie prawa zastrzeżone.