Używamy cookies m.in. w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszej strony (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
ENG
PL

Przygotowania do lekkiego, wiosennego spinningu

2017-04-27

Nowy sezon - nowe wyzwania! Chyba wielu wędkarzy obiecuje sobie przed rozpoczynającym się sezonem, że tym razem bardziej przyłoży się do poprawienia swoich wyników i będzie częściej zaglądać nad wodę. To nic dziwnego, bo kto by nie chciał z roku na rok łowić więcej? Oczywiście nie zawsze idzie to w parze z zasobnością naszych zbiorników w ryby i tym samym nie przekłada się na efektywność naszych starań - ale to oddzielna para kaloszy i nie będę nikomu psuł nerwów tym drażliwym tematem.


W moim przypadku rozpoczęcie sezonu (oprócz kilkudniowego wypadu na trocie) zaczyna się od wiosennego poszukiwania kleni i jazi. Ten czas to statystycznie najlepszy okres, z dużą szansą na udany połów tych białych drapieżników.
Pierwsze kroki z wędką stawiam zawsze nad małymi, nizinnymi rzekami, w których życie po zimowym letargu budzi się najwcześniej. Nieco później, gdy pogoda zrobi swoje i nagrzeje wystarczająco szeroko płynącą wodę, pojawiam się nad dużymi rzekami, a konkretnie nad Wisłą. Tutaj można spotkać naprawdę dużą rybę i przy odrobinie szczęścia mieć ogrom satysfakcji z jej złowienia. Kiedy wszystkie okoliczności przyrody dają znak, ostatnim
i bardzo ważnym elementem całej układanki, jest u mnie przygotowanie.

 

f1.jpg


Malownicza rzeczka wiosną, cieszy wędkarską duszę

 

Chcąc dobrze przygotować się do nadchodzącego sezonu, konieczne jest przemyślane kompletowanie i sprawdzenie każdego element zestawu. Często stojąc przed tym wyzwaniem na długo przed pierwszą wyprawą, myślę o niezbędnym uzupełnieniu sprzętu lub zakupie czegoś nowego. No bo nie ma to jak pachnący nowością sprzęt. W tym szczególnym wypadku chyba niemal każdy z nas ma coś z kobiecego zachwytu chodzenia na zakupy - ale tylko te wędkarskie zakupy J
Jak więc przygotowuję się do łowienia kleni i jazi? Pierwszoplanowy zakup to świeża, nowa żyłka - obowiązkowo! Żyłka często okazuje się najsłabszym ogniwem naszego zestawu
i niejednokrotnie, właśnie przez jej zerwanie, tracimy ryby. Narażona na przetarcia, wystawiona na działanie słońca itp. szybko się zużywa, więc jej wymiana jest po prostu koniecznością! Wiosną stosuję żyłkę 0,16 mm, która pozwala na dalekie rzuty, a jednocześnie zapewnia odpowiednią wytrzymałość.

Kolejną rzeczą jest oczywiście ewentualne uzupełnienie pudełka w przynęty. Zawsze warto dołożyć jakieś nowości, ale również zakupić te przynęty, które w poprzednim sezonie sprawdzały się najlepiej, a które niestety dość szybko ubywają z naszych zasobów.

 

f2.jpg

 

Sprawdzone przynęty zawsze są w arsenale.

 

f3.jpg

 

Jedno z kilku pudełeczek z „cukierkami”.

 

Jeśli chodzi o przynęty to ważne jest, aby zwrócić uwagę na ich uzbrojenie. Niektórzy producenci, chcąc obniżyć koszty produkcji, uzbrajają swoje przynęty w słabe, druciane kotwiczki, które w łatwy sposób się rozginają. Łowiąc z takimi kotwiczkami obniżamy szanse na wyholowanie dużego okazu, co może być powodem naszej wędkarskiej frustracji - jednym słowem można złapać "wkurwa".

f4.jpg

 

Lenistwo nie popłaca więc lepiej poświęcić chwilę na wymianę kotwiczek.
Tak wygląda kotwica po straceniu dużej ryby.

„Dalsza część programu” to kołowrotek. Jakiego kołowrotka użyć do naszego zestawu?
Dobrego - taka odpowiedź byłaby najlepsza, ale jest zbyt ogólna. Oczywiście kręciołka
z dobrym hamulcem. Uważam, że podstawowym parametrem kołowrotka, na który należy zwrócić uwagę, jest właśnie płynny hamulec, oddający żyłkę przy mocnych szarpnięciach
i odjazdach ryb gładko i bez niespodzianek.

 

f5.jpg

 

Duży, wiślany jaź „sprawdził” działanie hamulca w kołowrotku. 

 

Często podczas łowienia kleni i jazi zdarzają się przyłowy sporych boleni, więc rola dobrze wyregulowanego hamulca w takim przypadku jest najważniejsza. Reszta parametrów jest oczywiście również istotna, bo nikt nie chce aby kręcioł ważył zbyt wiele.
Przeciążając wędkę, byłby powodem szybkiego zmęczenia dłoni podczas łowienia.
Na pewno ważne jest, aby nie powodował skręcania żyłki, a w konsekwencji tworzenia się tzw. "brody". Myślę, że warto zainwestować raz a porządnie, aby być naprawdę zadowolonym i mieć nad wodą duży komfort łowienia. Wielkość takiego kręciołka,
to 2000 - 3000 – w zależności od modeli danej firmy. Na rynku jest bardzo duży wybór „młynków”, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Na co jeszcze trzeba zwrócić uwagę przy naszych przygotowaniach? Na detale! Czasem przez jakąś pozorną „pierdółkę” można zepsuć sobie cały wypad. Taką „pierdółką” jest niewątpliwie agrafka. Wydawać by się mogło, że to błahostka, ale jest to nie mniej ważny element od żyłki czy kołowrotka. Zbyt słaba agrafka może być przyczyną utraty ryby, a zbyt mocna, za duża i widoczna, niekoniecznie zachęci te ostrożne ryby do brania. Szczególnie gdy łowimy w czystej wodzie. Staram się uśrednić wytrzymałość i rozmiar agrafki, dlatego używam agrafek w rozmiarach 22-24. Są wystarczająco wytrzymałe i nie przesadnie duże.

 

f6.jpg

 

Po lewej agrafka w rozmiarze 22, po prawej 24

Następna cząstka całości, to podbierak. Lepiej go ze sobą mieć czy nie? Czy jest sens zabierać go nad wodę?  Ja wolę mieć podbierak przy sobie, bo nigdy nie wiadomo co może zameldować się na końcu zestawu i nie zawsze przewidzimy, w jakich warunkach będziemy lądowali zaciętą rybę. Podbierak naprawdę się przydaje i niejednokrotnie ratuje sytuację. Używam średniego podbieraka, do którego zmieściłem na spokojnie 70 centymetrowego bolka. Co jest ważne przy zakupie podbieraka? Według mnie, musi mieć koniecznie gumowaną siatkę. Szlak człowieka trafia, jak w oczko podbieraka zaczepi się nam przynęta
i traci się czas na jej odczepianie. Gumowane oczka siatki likwidują ten problem - kotwiczka nie ma szans wpięcia się w nić gumowego oczka.

 

f7.jpg

 

Gdyby nie podbierak, lądowanie ryby, stojąc w wodzie i zielsku, mogłoby zakończyć się jej stratą.

 

Noszenie podbieraka nie kosztuje żadnego wysiłku. Zaczepiam go sobie za pomocą magnesów z tyłu na plecach, a sznurek odchodzący od rączki przyczepiam za pomocą karabińczyka do paska śpiochów lub ściągacza kurtki. Chroni mnie to od zostawienia go na przypadkowo zahaczonej gałęzi. Gdy jest potrzebny - jedno szarpnięcie i mam go w ręku - raz ciach i po sprawie.

 

f8.jpg

 

Asekuracja musi być

 

Co dalej? Jak cię widzą, tak cię piszą... czyli ubiór wędkarza. To znacząca kwestia, która nie tylko stanowi o wygodzie podczas wędkowania, ale również konieczność dostosowania się do warunków panujących na łowisku. Wiosenne roztopy, podniesiony stan wody, rozlewiska, błoto...to wszystko utrudnia podejście do rzeki, dlatego warto zaopatrzyć się w śpiochy - najlepiej w tzw. „oddychające”, oczywiście z butami do brodzenia w komplecie. Pozwoli to na swobodne docieranie do miejscówek brodząc w wodzie, a jednocześnie właściwości takich „majtów” nie spowodują zapocenia się podczas przemieszczania. Idealne rozwiązanie.

 

f9.jpg

 

Wiosna czy lato, śpiochy się przydają

Skoro jesteśmy przy ubiorze, nie będzie przesadne wspomnieć też o okularach polaryzacyjnych. Jest to bez wątpienia ważny niezbędnik wędkarskiego wyposażenia. Oprócz samej funkcji ochronnej od światła słonecznego, okulary bardzo przydają się, aby „zajrzeć” do wody. Wiadomym jest, że wszelkie załamania światła w wodzie, przy zastosowaniu okularów polaryzacyjnych nie stanowią dla nas żadnej bariery. Złośliwi twierdzą, że jest to dodatkowy gadżet zupełnie niepotrzebny wędkarzowi. Mam odmienną opinię i uważam,
że podnosi to komfort, jak również bezpieczeństwo łowienia. Niejednokrotnie próbując wydostać przynętę z zaczepu, ta niespodziewanie przeleciała mi z impetem obok głowy. Gdyby tak trafiła w oko...oj, naprawdę lepiej mieć na nosie okulary - nie muszą być balistyczne, a wystarczą przeciwsłoneczne (polaryzacyjne rzecz jasna).


Będąc nad wodą, w momencie wyholowania ryby, ważną kwestią jest szybkie jej wyhaczenie. Pean, wyhaczacz – zdarza się zapomnieć zabrać ze sobą tego drobnego chirurgicznego narzędzia. Myślę, że jest to bardzo ważna, a zarazem etyczna kwestia, o którą należy zadbać, aby szybko i jak najmniej boleśnie uwolnić naszą zdobycz. Ważne jest, żeby złowione przez nas ryby wracały w dobrej kondycji do wody. Zasługują na to, więc pamiętajmy o tym!

 

f10.jpg

 

Pean, niezbędnik wędkarza


Na deser tej listy zostawiłem sobie wyjątkowo zasadniczy komponent całości.
Jest nim oczywiście wędka. Ta pozornie prosta sprawa często staje się kłopotliwa i nasuwa wiele niekończących się pytań przed dokonaniem ostatecznego wyboru.
Uważam, że dobranie odpowiedniego wędziska musi być przemyślane, a nie zawsze jest to łatwe zadanie. Łowiąc na rożnego rodzaju łowiskach - rzekach dużych i małych, kombinowałem aby uśrednić parametry poszukiwanego kijka.

Daleko na szczęście nie musiałem szukać, ponieważ wyszła nowa seria wędek Fenwick HMX, którymi łowię. Jestem szczęśliwym posiadaczem nie tylko wędki kleniowej, ale również boleniowej z tej serii, z których jestem bardzo zadowolony. Fenwick postanowił odświeżyć zeszłoroczną serię tych wędzisk i wypuścił do obiegu m.in. klenióweczkę, która od razu przykuła moją uwagę - takie zboczenie wędkarskie.

f11.jpg

 

Nowy Fenwick HMX 7-18 gr


Nowa wędka miło zaskoczyła mnie swoim funkcjonalnym zastosowaniem na różnych wodach, szczególnie podnosząc niejako swoje możliwości łowienia na rzekach dużych -
a o to mi właśnie chodziło. Czemu piszę „funkcjonalne zastosowanie”? Z prostej przyczyny. Kierując się suchymi opisami katalogowymi, ktoś może nie być do końca przekonanym, czy kij poradzi sobie np. z wyrzucaniem małych i lekkich przynęt? Dobrze, że miałem już do czynienia z tymi wędkami i po raz kolejny przekonałem się, że nie ma co opiniować sprzętu na podstawie samych danych technicznych. Mylna zasada, na której często się traci.
Wędka Fenwick HMX model HMX9ML-MS-2 ma (w przeliczeniu ze stóp) 2,74 m., czyli jest dłuższa niż jej zeszłoroczna poprzedniczka. Przekłada się to na zasięg rzutu i ma to szczególnie znaczenie na dużych rzekach. Jest to według mnie dużym plusem tej wędki. Ciężar wyrzutu wędki to 7-18 gr – to właśnie ten opis jest moim zdaniem trochę mylny. Wędeczka bardzo dobrze ładuje się podczas wykonywania zamachu. Spokojnie pozwala to na swobodne wyrzucenie lżejszych przynęt niż w opisie - byłem tym naprawdę miło zaskoczony.
Praca wędki jest opisana jako medium light – moderate, czyli średnio szybka. Na pewno jest wędką szybszą niż poprzednia wersja, więc idealnie nadaje się na większe rzeki, gdzie siła nurtu jest większa. Blank pod naporem nurtu nie ugina się tak, jak lżejsze modele o pracy bardziej parabolicznej - sądzę, że jest to istotne przy zacinaniu ryby i prowadzeniu przynęty.

Miałem okazję „ochrzcić” już swój nowy nabytek (z większymi przyłowami włącznie)
i przyznać muszę, że praca wędki pod rybką jest bez zarzutu. Blank naprawdę dopasowuje płynnie swoją parabole do wielkości ryby na końcu zestawu. W tym kijku drzemie zapas mocy i sądzę, że jeszcze zaskoczy mnie możliwością doholowania naprawdę dużego okazu
w ciężkich warunkach do podbieraka.

 

f12.jpg

 

Wiślany jazik nawet „nie mruknął” na tym zestawie


Jak wiadomo każdy dobiera wędzisko pod siebie tak, aby spełniało jego oczekiwania
i wymagania łowiska, na którym najczęściej wędkuje. Wędka musi dobrze „leżeć” w ręku
i trzeba ją „czuć”. Te metafory nie są przypadkowe, bo przecież każdemu zależy na właściwym doborze odpowiedniego sprzętu. Określenia tego kija są wynikiem spełnienia moich wyobrażeń o wędce na dużą wodę . Bardzo zależało mi aby sprzęt dawał radę ciężkim warunkom jakie panują na Wiśle i faktycznie radzi sobie doskonale.

 

f13.jpg

 

Mocny blank z zapasem mocy pozwala ze spokojem łowić na dużej rzece

 

f14.jpg

 

Wiosenny kleń z Wkry

 

Trzeba pamiętać, że dobre przygotowanie się do rozpoczęcia sezonu, to (prawie) połowa sukcesu. Zawsze warto przed wypadem na ryby poświęcić trochę czasu na przeglądanie sprzętu, przemyśleć konieczność wymiany jakichś elementów, zasadność wędkarskich zakupów. Trzeba mieć pewność, że dopięliśmy wszystko na „ostatni guzik”. Nie dajmy się zaskoczyć nad wodą naszemu gapiostwu. Szczęściu trzeba dopomóc.
Sądzę, że teraz możemy z czystym sumieniem skupić się na tym co najprzyjemniejsze, czyli na łowieniu. Pozostaje zatem machać wędką i podziwiając uroki natury, wsłuchując się w jej odgłosy, czekać na upragnione branie.


Jan Pisarski

Najczęściej oglądane

2015-03-31

2015-01-22

Porady i testy. Crazy Fishermen Fishing TV Expedition Team 2015. Najlepsze filmy wędkarskie. Wszystkie prawa zastrzeżone.