Używamy cookies m.in. w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszej strony (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
ENG
PL

Sumowa przygoda

2016-08-06

To był piękny, sierpniowy poranek. Z odwiecznym przyjacielem Pawłem wybraliśmy się nad jakże wspaniałą, pachnąca tymiankiem - z delikatną nutą porannych gazów Pawła Wisłę.......

Dobra, teraz serio. Ryba miała 167centymetrów długości i był to pierwszy sum jakiego złowiłem w życiu. Nigdy wcześniej nie próbowałem łowić tych ryb. Przeważnie uganiałem się z muchówką lub szukałem sandaczy w zbiornikach zaporowych. Wszystko zmieniło się kiedy poznałem „Małego” :-) To właśnie Paweł naopowiadał mi historii o wiślanych sumach. Ale tak naprawdę wzięło mnie w chwili, gdy podczas jednego wypadu Jawor łowi dwa sumy,  a ja mam na kiju prawdopodobnie pierwszego wąsatego w swoim życiu. Niestety po kilku sekundach holu ryba się spina - i tyle. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Jawor łowił sandacze, a ja uparty jak osioł, nawet w miejscach typowo nie-sumowych, sprzętem typowo-sandaczowym prowadziłem przynęty pod suma. Oczywiście nie łowiłem ani sandaczy ani sumów…

Dopiero od dwóch tygodni coś drgnęło ale z czterech brań nie wciąłem żadnego. Szkoda, bo były to typowe walnięcia sumka, nie sandaczowe pstryknięcia. Jednak w moim domu zapanowała ospa i mogłem zapomnieć o wypadach na ryby (mamy 3,5 letnią córkę). Kto by to wytrzymał? Szybko wymyśliłem rozwiązanie – przecież mogę jechać o 2 w nocy, a o 7 być już z powrotem w domu!

Krótki telefon do Pawła, który nie odmawia takich szalonych wypadów nad wodę i o 3 nad ranem odbieram go spod domu, a godzinę później jesteśmy już nad wodą. Po upływie 20 minut Jawor ma pierwsze branie, ale nie wcina ryby. Ja łowię kijem z ciężarem wyrzutu do 28 gram i plecionką 0,16mm, jednak podświadomie przynęty prowadzę „nie po sandaczowemu”.

 

Około godziny 4:30 mam branie i nie jest to sandaczowe pstryknięcie. W pierwszej chwili nie mam pewności czy to sum, jednak sytuacja szybko się wyjaśnia. Ryba z dużą siłą ciągnie pod prąd, w górę rzeki. Taki trochę zaczep, sunący powoli i spokojnie w górę nurtu. Na tyle spokojnie, że zaczynam się zastanawiać, czy ryba zdaje sobie sprawę, że jest na kiju. Po chwili sum wykonuje nawrót i uderza ogonem w plecionkę. Trzepnięcie było tak mocne, że aż zrobiłem krok do przodu! Ryba obiera inną taktykę i rusza w dół rzeki. Poziom wody w Wiśle był podniesiony, co dawało rybie pewną przewagę. Paweł machnął ręką i stwierdził, że ta ryba jest nie do zatrzymania i możemy się z nią pożegnać. Sum jakby to usłyszał, zatrzymał się i zawrócił. Podobny manewr wykonywał jeszcze cztery razy – ucieczka w dół rzeki i gdy już myśleliśmy, że zaraz będzie po rybie, wąsaty zawracał. Co jakiś czas tłukł ogonem o plecionkę. Korci mnie aby napisać, że nap…..lał ogonem, ale… ;-)

 

167 centymetrów szczęścia

 

Paszcza jak wiadro!

 

Pożegnanie

 

Hol trwał około dwóch godzin i na kilka minut Paweł musiał mnie zmienić. Sum mnie po prostu umęczył! Na sam koniec Jawor łapie rybę za żuchwę! Uff, koniec walki!

Krótka sesja zdjęciowa i piękny sum wraca do Wisły. Wąsaty o długości 167 centymetrów wyholowany na takim delikatnym sprzęcie to naprawdę szczęście. Ale w wędkarstwie liczy się tzw „fart” – prawda?

 

Marek Honkisz

Najczęściej oglądane

2015-10-20

2016-08-06

Znad wody. Crazy Fishermen Fishing TV Expedition Team 2015. Najlepsze filmy wędkarskie. Wszystkie prawa zastrzeżone.