Używamy cookies m.in. w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszej strony (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach, zbieranie anonimowych danych dla celów statystycznych). Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
ENG
PL

Sandacze z Czorsztyna

2017-06-28

Przez kilka ładnych lat uważałem, że najpiękniejszym zbiornikiem zaporowym w naszym kraju jest Klimkówka. Czysta woda, stromo opadające brzegi porośnięte lasem tak gęsto, iż patrząc od strony wody wyglądają jak wyłożone zieloną wykładziną. I ta mgła… Bezwietrzne poranki przynoszą mgłę tak gęstą, że aż człowieka dusi. Siada na klatce piersiowej, chwyta za gardło i dusi. Ja dostrzegam takie zjawiska i jestem nimi zafascynowany, dlatego pokochałem Klimkówkę. Ale jest jeszcze jedna zaporówka w Polsce, która wydaje mi się równie piękna – o ile nie piękniejsza. To Czorsztyn.

 

O tym filmie marzyłem od dwóch lat. Po pierwsze wspaniałe widoki z Tatrami w tle – zalesione brzegi, klimatyczne „Zielone Skałki”, dwa zamki na przeciwległych brzegach zbiornika oraz krystalicznie czysta woda (o ile deszcz nie leje w górach), po drugie piękne ryby i po trzecie…klimat. Klimat, który tworzą ludzie mieszkający w okolicy zbiornika.
Na miejscu spotkaliśmy się z Michałem, który jest naszym „Dobrym Duchem z gór”. Ogarnął zakwaterowanie dla naszej ekipy, dogadał z bosmanem możliwość slipowania i cumowania łodzi w porcie, pomógł załatwić zezwolenia. Dzięki brachu!
Jeszcze w dniu przyjazdu zrzuciliśmy łódź na wodę. Tym razem nie targaliśmy ze sobą olbrzymiego Nitro, ponieważ Remik – który zgodził się wziąć udział w naszej produkcji filmowej, przywiózł łódź wcale nie mniejszą, a na pewno lepiej wyposażoną od mojej krypy.

fot.1.jpg

Łódka Remika robi naprawdę duże wrażenie ale ma jeszcze jedną, olbrzymią zaletę – mnóstwo miejsca na pokładzie, co jest niezbędne podczas kręcenia filmów.

fot.2.jpg

Fajna grafika, na której znalazło się również miejsce na naszą naklejkę Crazy Fishermen.

fot.3.jpg

„Zielone Skałki” to jeden z piękniejszych widoczków na Czorsztynie.

 

Następnego dnia wypływamy koło godziny 6 rano. Jest 16 czerwca, rozpoczęcie sezonu sandaczowego na Czorsztynie. Na wodzie jest już sporo łódek, na oko ponad 70. Większość z nich okupuje znane powszechnie miejscówki. My kotwiczymy niedaleko, jednak troszkę z boku zbiorowiska. Remik doskonale zna nie tylko zbiornik, ale również zwyczaje żyjących w nim sandaczy wie więc, gdzie szukać tych ryb.
Pierwsze rzuty zapowiadają dobry dzień. W ciągu godziny łowimy kilka mętnookich drapieżników w przedziale 40 – 55cm. Takie ryby filmu nie zrobią (jak mawia nasz operator), jednak coś się dzieje, woda żyje, a to najważniejsze…
Pierwszy dzień łowienia kończę ze szczęką na pokładzie łódki. Takiego dnia – jeśli chodzi o łowienie mętnookich jeszcze nie miałem, przynajmniej nie w Polsce. We dwóch złowiliśmy około 45 sandaczy, zdecydowana większość w przedziale 48 – 55cm, ale było kilka ryb 60+. Dodajcie do tego drugie tyle niewciętych brań! Raj, wędkarski raj! Okazuje się jednak, że nie każdy połowił. Spotkani na przystani wędkarze meldują o dwóch, czterech rybach na łódce, niektórzy chwalą się kilkunastoma rybami na dwóch wędkarzy.

fot.4.jpg

Mój pierwszy w tym sezonie „okaz” z Czorsztyna. Oczywiście na „jaskółkę”…

fot.5.jpg

Remik z fajnym mętnookim, złowionym w jednym z pierwszych rzutów. Ryba zeżarła całą gumę i widać, że sandacze są aktywne.

fot.6.jpg

Ryb meldowało się sporo, ale nie było okazów. Na razie ich nie było…


Nasz sukces z tego dnia zwalam na trzy rzeczy – po pierwsze spędziliśmy niemal cały dzień na wodzie (bez przerwy obiadowej czy popołudniowego leżakowania), po drugie nie kręciliśmy się po tafli bez celu, tylko stawaliśmy na konkretnych miejscówkach (ukłon w kierunku Remika i jego znajomości wody!), a po trzecie Remik paluchem wskazał mi przynęty, którymi mamy łowić. Nie było grzebania w pudełkach, testowania kolorków czy wielkości. Chłop wyjął trzy rodzaje przynęt i powiedział, żebym nic nie kombinował (choć oczywiście musiałem robić też po swojemu, bo nie wyjął „jaskółek”).
Co ciekawe – Remik nie dozbrajał gum, choć przynęty nie były maleńkie (11cm oraz 12,5cm). Ja dokładałem niespodziankę w postaci dwuramiennej kotwiczki, ale ryb wcale więcej nie złowiłem. Sandacze tłukły w gumy mocno i albo łykały je niemal w całości, albo łapały w połowie. Większość ryb była zacięta pewnie i wcale nie na dozbrojki. Zaciekawiło mnie coś jeszcze – do sporej gumy Grass Pig w rozmiarze 12,5cm, Remik zakładał główkę jigową na haku 3/0 lub maksymalnie 4/0 (ja, łowiąc taką samą gumą zastanawiałem się, czy hak 5/0 nie będzie zbyt krótki…). I miał więcej pewnych zacięć, niż ja na większym haku z dodatkową dozbrojką! Cóż, człowiek uczy się całe życie…

Drugiego dnia lało i wiało. Kto był w górach ten wie, że pogoda potrafi przyłomotać z całą siłą. Ulewny deszcz i wicher uniemożliwił nam wypłynięcie i na wodzie pojawiliśmy się dopiero późnym popołudniem. Złowiliśmy kilka ryb, jednak łowiliśmy nie tam gdzie chcieliśmy, ale tam gdzie się dało. Silny wiatr wpychał nam metrowe fale na pokład łodzi, moczył sprzęt filmowy i nas. Czorsztyn pokazał swoje groźne oblicze i w pewnym momencie musieliśmy uciekać z wody… Z rybami szału nie było, choć udało się wydłubać kilka sandaczy i niewielkiego szczupaczka.

fot.7.jpg

Powoli płyniemy na wodę, choć w oddali widać nadciągającą burzę…

fot.8.jpg

Zamek w Niedzicy wygląda majestatycznie nawet w pochmurne dni. Klimat niepowtarzalny.

fot.9.jpg

Wiało tak bardzo, że musieliśmy łowić blisko brzegów w miejscach osłoniętych od szkwałów. Ale tam też były ryby. Ten sandacz łupnął w pierwszym opadzie na „jaskółkę” Vamper – oczywiście w białym kolorze.

fot.10.jpg

Echo pokazuje mnóstwo białorybu pływającego na 10 metrach głębokości, a pod nimi czają się sandacze. Ryby są blisko brzegu!

Kolejny dzień zapowiadał się bajecznie. Lekki wiaterek, zachmurzone niebo jednak bez deszczu. W górach nie można polegać w 100% zapowiedziom. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Czorsztyn słynie z tego, iż silna burza może nadejść w ciągu kilku minut, a gładka jak lustro tafla jeziora zmienia się nagle w niewyobrażalną kipiel. Jak z gór zejdzie halny, to żartów nie ma.
Tym razem pani pogodynka pomyliła się tylko troszkę. Nie przewidziała jedynie wieczornej burzy, jednak nadciągała ona na tyle wolno, iż wszystkie łódki dryfujące po tafli zbiornika zdążyły spłynąć do portów. Sandaczom taka aura bardzo odpowiadała i znowu było co robić przez cały dzień. Złowiliśmy ponad 30 mętnookich, choć tego dnia Remik skopał mi tyłek co najmniej 3:1. Pojawiły się też ryby słuszniejszych rozmiarów, choć wciąż czekaliśmy na prawdziwego smoka, które w tej wodzie pływają. Piękną rybę złowił nasz znajomy Tomek, którego spotkaliśmy na wodzie. Pokazywał zdjęcia mętnookiego drapieżcy o długości 84 centymetrów – na taki bonusik czekaliśmy.
W pewnym momencie Remik ma mocne branie w pierwszym opadzie. Łowiliśmy na kancie, gdzie rozległy blat z wodą o głębokości 8 metrów przechodzi w głębinę niemal do 20 metrów. Mocny strzał i od razu silny opór. Kolega mówi, że jeśli to sandacz to jest grubo. Ja szybko łapię za podbierak, jednak po kilkunastu sekundach „sandacz” wyskakuje nad wodę – szczupak! Łowimy bez stalek, jednak Remik ma dowiązany metrowy odcinek fluorocarbonu o średnicy 0,40mm. Jest jednak stresik, bowiem taki przekrój nie gwarantuje bezpiecznego holu zębatego i w każdej chwili ryba może go przegryźć. Trzy fajne odjazdy pod łódkę i ryba szybko ląduje w podbieraku. Szczupak nie jest długi, jednak bardzo gruby. Fluorocarbon wytrzymał, choć był odrobinę poszarpany.

fot.11.jpg

Jeden z wielu sandaczy w takim rozmiarze. Ryby były agresywne i mocno łomotały w przynęty.

fot.12.jpg

Piękny szczupak Remika, który na początku miał być sandaczem. Łupnął w Pulse Shada z wielką siłą w momencie, gdy zanosiło się na burzę.

fot.13.jpg

Czorsztyn to nie tylko ryby, ale również wspaniałe widoki.

fot.14.jpg

Widok od strony wody na zamek w Czorsztynie.

fot.15.jpg

Oczywiście zamek „złapaliśmy” w obiektywach kamer…

fot.16.jpg

…a nas samych również od strony zamku.

fot.17.jpg

Tego dnia były też całkiem fajne sandacze.

Wreszcie nadszedł dzień, w którym mieliśmy zakończyć nagrywanie filmu. Pogoda zmieniła się całkowicie i nastały upały. Zbiornik Czorsztyński wyglądał niczym lustro – równy, gładki i na powierzchni wody można było obserwować odbicie nieba. Teoretycznie mógłbym napisać, że nawet przesuwające się po nim chmury, jednak nie było wiatru i nieliczne chmurzydła zawisły na niebie w całkowitym bezruchu.
Ryby też zawisły w bezruchu. Brań było zdecydowanie mniej niż dzień wcześniej i mieliśmy sporo delikatnych trąceń nie do zacięcia. Sandacze najwyraźniej nie cieszyły się z upału i żerowały niechętnie. Od rana złowiliśmy tylko kilka maluszków, aż brania ustały zupełnie. Remik powiedział wtedy – „to czas na dużą rybę”. Opowiadał, jak złowił swojego największego sandacza. Ryba miała długość 103 centymetrów (!!!) i było to jedyne branie w tamtym dniu – choć na innym zbiorniku wodnym. Kolega mówił, jak łowili niemal cały dzień i kompletnie nic się nie działo. Do gum nie startowały nawet maluszki. Jedno branie i pękł sandaczowy metr.
Tymczasem od dwóch godzin nic nie złowiliśmy i postanowiliśmy zrobić ostatnie ustawienie. Kilka pożegnalnych rzutów i do domu. Nagle mocny strzał i Remik zacina. Kij ładnie pracuje i już wiemy, że to ryba na którą czekaliśmy. Żeby tylko nie spadła! Ryby kamer nie lubią i czasem potrafią spłatać figla prosto przed obiektywem. Tym razem jednak sandacz jest dobrze wcięty i po chwili „przeciągania liny” pokazuje się pod powierzchnią. Woda jest czyściutka i widać cielsko już 3 metry pod powierzchnią wody. Remik łapie rybę pod skrzela i JEST !!!! Prawdziwy Czorsztyński SMOK !!!!

fot.18.jpg

Na taką rybę czekaliśmy. Remik w taki sposób zakończył nasz film. Gratki!

fot.19.jpg

Jarecki robi to na każdym wyjeździe… Czeka, aż ktoś zrobi sobie krótkę przerwę w łowieniu i mówi – „daj raz rzucić”… Kończy się zawsze tak samo…

fot.20.jpg

Biały Pulse Shad robi robotę. Zestaw Remika, oczywiście guma bez dozbrojki.

Na koniec kilka przemyśleń. Po pierwsze trzeciego dnia Remik spuścił mi łomot w ilości ryb. Być może jest to przypadek (to tylko ryby…), ale jest też druga teoria… Kolega wiązał metrowy przypon z fluorocarbonu, ja z kolei łowiłem wiążąc agrafkę bezpośrednio do plecionki. Czyżby moja teoria, iż fluorocarbon jest zbędny przy łowieniu sandaczy legła w gruzach? Nie jestem pewien jednak fakt jest taki, że dostałem łupnia. Woda była czysta, widoczność do 3 metrów, więc…może?
Po drugie gumy, które Remik wyciągnął z pudełka pierwszego dnia były…białe lub perłowe. Łowiłem już wcześniej na Czorsztynie wiele razy i też zauważyłem, że ta zaporówka „lubi” przynęty w takich kolorach. Do perły i białego warto dorzucić coś błękitnego. Nam takie przynęty sprawdziły się doskonale!
Po trzecie znowu się okazało, że znajomość wody jest najważniejsza. Zaoszczędziliśmy mnóstwo czasu pływając po sprawdzonych miejscach, a nie szukając ryb po całym zbiorniku. Remik łowi na Czorsztynie od ładnych kilku lat i potrafi przewidzieć, gdzie sandacze będą stały w chwilach gdy nie żerują (ale takie ryby są do złowienia), gdzie wyjdą rano na śniadanie, a gdzie wypłyną w poszukiwaniu kolacji. Elektronika elektroniką, bardzo się przydaje, jednak najważniejsze to być na wodzie jak najczęściej.

fot.21.jpg

Rozdziewiczyłem mój nowy kijaszek Abu Garcia Rock Sweeper i od razu się w nim zakochałem.

fot.22.jpg

Jarecki zawsze przygotowany na zdjęcia w 100%. Obóz filmowy?

fot.23.jpg

Pojeździliśmy trochę wokół zbiornika, aby uwiecznić jego piękno…

fot.24.jpg

…nie tylko od strony wody.

fot.25.jpg

Stojąc cicho na kotwicy w jednym miejscu mogliśmy obserwować ciekawe zachowania ryb. Na echu widać ławicę drobnicy w toni (między 4, a 6 metrem) oraz zapisy sandaczy, czających się tuż przy dnie, pod ławicą białorybu.

fot.26.jpg

Michał Jandura, nasz „Dobry Duch z gór”.

fot.27.jpg

Gdzie diabeł nie może, tam…Jareckiego (z kamerą) pośle.

fot.28.jpg

Zachody słońca nad Czorsztynem potrafią chwycić za serce…

fot.29.jpg

Wędkowanie wśród takich widoków powala na kolana.

fot.30.jpg

Widok z lotu ptaka – jest moc.

fot.31.jpg

Rybom należy się szacunek.

fot.32.jpg

Takie rzeczy możliwe tylko na Czorsztynie. Płyniesz sobie, masz 40 metrów głębokości i nagle z dna wyrasta taki bambarylarz…

fot.33.jpg

Koniec naszej przygody z sandaczami z Czorsztyna.

Po czwarte, moje doświadczenia z Czorsztyna podpowiadały mi, że ryb warto szukać na karczach. Zwłaszcza na początku sezonu bywało tak, że jeśli udało się namierzyć karcz i nie złapać zaczepu od razu po opuszczeniu gumy w jego pobliżu, to meldowała się ryba. Tym razem łowiliśmy inaczej i sporo ryb ściągnęliśmy z kantów, gdzie płytki blat graniczył z wodą głębszą. Skuteczna taktyka.
Po piąte wielkie dzięki dla Remika za to, że zgodził się na wzięcie udziału w naszym filmie oraz za naukę. Olbrzymie podziękowania należą się też Michałowi, który bardzo pomógł nam nie tylko podczas nagrywania materiału, ale również jeszcze na etapie planowania filmu, a także dla naszego gospodarza – Pana Miecia, który podkarmiał nas prawdziwymi smakołykami.

Materiał, który nagraliśmy trafił właśnie do montażowni. Cały film będzie można obejrzeć w telewizji, najprawdopodobniej jesienią tego roku. O szczegółach emisji dowiecie się śledząc profil Crazy Fishermen na facebooku.
Połamania!

Kamil „Łysy Wąż” Walicki

 

Najczęściej oglądane

2015-03-31

2015-01-22

Znad wody. Crazy Fishermen Fishing TV Expedition Team 2015. Najlepsze filmy wędkarskie. Wszystkie prawa zastrzeżone.